16 listopada 2022 · Czas czytania: 3 min
Dawno mnie tu nie było

Dawno nie udało mi się tu nic napisać. Zwykle wybieram łatwiejszą opcję: szybki post na IG. U mnie w domu liczy się każda chwila, wszystko trzeba robić „na szybko”. Mam nadzieję, że jeśli to czytasz, zrozumiesz.
Doszłam już do tego, że naprawdę chciałabym zainwestować w kilka kamer, żeby po prostu opowiadały naszą historię za mnie.
Ale oczywiście wszystko rozbija się o pieniądze. Ostatnio miałam inne priorytety. Jednym z nich było założenie stowarzyszenia.
MumcatOrg już jest
Mogę więc wreszcie powiedzieć, że Mumcatorg ma tymczasowy numer identyfikacyjny i mam nadzieję, że do stycznia będziemy działać w 100% legalnie. Myślę, że kiedy wszystko będzie już oficjalne, a nie tymczasowe, poczujemy się bezpieczniej.
Poczucie zagrożenia
Do założenia stowarzyszenia skłoniły mnie ostatnie zmiany prawa w Hiszpanii. Nie chodzi o to, że zamierzam przygarnąć więcej kotów albo inaczej opiekować się tymi w domu i tymi, które mam pod opieką w okolicy. Nie, naprawdę potrzebowałam Mumcatorg, żeby chronić ekipę, która obecnie kręci się wokół mojego domu, a więc jest na widoku.
Tak łatwo przecież o donos od przypadkowej osoby, która może nie rozumieć, dlaczego pod drzwiami siedzą koty.
Nie czuję się tu bezpiecznie, ale kiedy znalazłam ten dom, byłam szczęśliwa i wdzięczna, że znów mamy dach nad głową. Długa historia.
Może wiesz, a może nie, że w oczach ludzi rzadko jest się kimś więcej niż osobą, która sypie kotom karmę.
A to przecież zupełnie nie tak. Karmienie jest najłatwiejsze. Wszystkie koty w moim domu i wokół niego, te mieszkające tu na stałe, są po sterylizacji/kastracji. I dokądkolwiek się przeniesiemy, one pojadą z nami. Są rodziną.
Dokarmiam jeszcze parę kotów, żeby na tyle się z nimi zaprzyjaźnić i zdobyć ich zaufanie, by dały się włożyć do transportera. Nie mam klatki-łapki i zawsze udawało mi się z nimi zaprzyjaźnić. Nie znoszę tego etapu, ale jest kluczowy dla tego, co będzie dalej.
No i spróbuj wytłumaczyć ludziom, jaka to mozolna praca. Tak więc po raz kolejny jestem na celowniku ludzi ograniczonych i niemających pojęcia o temacie. Dlatego Mumcatorg musiało powstać.

Dopracowanie treści statutu, znalezienie wszystkich niezbędnych informacji i ogarnięcie mnóstwa innych spraw zajęło miesiące. Miałam jednak pomoc i wsparcie dwóch osób, które też należą do stowarzyszenia. Zauważyłam, że i u nich coś się zmieniło, kiedy z szalonej kociary stałam się prezeską stowarzyszenia. Zabawne, jak to działa.
Co przyniesie przyszłość?
Przy obecnej sytuacji na świecie pewnie większość ludzi zadaje sobie to pytanie. Zdecydowanie czułam się, jakbym płynęła pod prąd, ale przy ratowaniu kotów robi się to od pierwszego dnia. Odpowiedź brzmi: nie mam pojęcia. Mam za to wielkie pomysły i wielkie plany, i bardzo chciałabym dawać kotom bezpieczną przystań. Dlatego przychodzi mi do głowy słowo „azyl”.
Ale nie tutaj
![]()
W tym miejscu nie jestem w stanie tworzyć niczego więcej. Niedługo miną 3 lata od podpisania umowy na ten dom i niestety przez cały ten czas była to ogromna walka, pełna strat.
Nie mogę trzymać wszystkich kotów w środku. Zdecydowana większość kotów, które spotkałam w życiu, także moich własnych, nie nadaje się do życia wyłącznie w czterech ścianach. A mimo to tyle z nich trzymam w domu, bo inaczej chyba bym oszalała.
To długa historia i nie chcę jej tutaj wyjaśniać, bo wyszedłby z tego gigantyczny wpis. Nie wiem… Może jednak mogłabym ją opowiedzieć. Na razie wciąż ścigam się z czasem i próbuję pokazać choć kawałek naszego życia tak, żeby nie zabierało mi to kolejnych chwil. Więc kiedy zamiatam, karmię i bawię się z kotami, to wszystko krąży mi z tyłu głowy.
Szczerze mówiąc, na ten moment najłatwiejsze byłyby parę kamer i transmisje na żywo.
Nie wiem, na razie to nie jest priorytet.
Co dalej?
![]()
Bati w porze karmienia.
Na razie chcę się skupić na znalezieniu lepszego miejsca dla większości z nich. Takiego, w którym wyjście na zewnątrz nie oznacza niebezpieczeństwa. Nawet jeśli potrzebne będzie ogrodzenie, wydzielenie paru stref i tak dalej. To wszystko byłoby wspaniałe. Ale oczywiście znów potrzeba na to mnóstwa pieniędzy.
Muszę wsiadać w samochód i jeździć oglądać miejsca. Potrzeba też mnóstwa energii. A naprawdę trudno ją odzyskać, kiedy żyje się w ciągłym stresie.
Bardzo liczę na to, że założenie Mumcatorg pomoże. Obecnie zajmuję się trochę marketingiem mojego małego przedsięwzięcia, choć przecież działamy non-profit!
Media społecznościowe nie były dla nas łaskawe przez ostatnie dwa lata. Trzeba więc sięgnąć po bardziej tradycyjne sposoby, prawda? Kolejne zadanie w moim codziennym grafiku i może kolejna umiejętność do CV.
Zanim zapomnę. Mamy konto na Patreon… chyba niezbyt widoczne, więc postanowiłam spróbować też na Ko-fi.
Mam nadzieję, że dotrzemy do większej liczby osób, które pomogą nam znaleźć naszą przystań na zawsze.
Tutaj to po prostu nie działa. Nie mogę dalej tak żyć, w takim stresie.